Staram się pisać. Ciągle staram utwierdzać się w przekonaniu, że potrzebuję i lubię pisać. Uważam, że jest to dobra forma samorealizacji. Kiedy piszę, nie potrafię całkowicie wyzbyć się elementów z mojej prywatności. Gdzieś mimochodem wplatam fakty z mojego realnego życia. Emocje, wydarzenia, marzenia, różne wyobrażenia. Nieraz bardzo skrajne i bardzo intymne.
Sen, który wykorzystam i gdzieś wplotę:
Obudziłam się w małym pomieszczeniu, które wypełniało światło świecy, Leżałam na czymś twardym, nakryta ciężkim zmechaconym kocem. Usiadłam na moim posłaniu. Zorientowałam się, że jestem w kajucie. Wiedziałam, że jest środek nocy i znajduję się na pełnym morzu. Wstałam z posłania i spojrzałam w wielkie lustro stojące na podłodze i oparte o ścianę. Miałam na sobie długą i workowatą koszulę nocną. Wyglądałam strasznie. Obejrzałam się. Na drewnianym stole leżała pożółkła mapa, świeczka w świeczniku oraz kubek. Był pusty ale buchała z niego para. Powietrzu pachniało rumem i olejkiem cytrynowym, który moja mama dodawała do masy sernika. Otworzyłam drzwi, przestąpiłam wysoki próg. Pokonałam kilka schodów (na górę) i znalazłam się na pokładzie. Jego zobaczyłam dopiero po dłuższej chwili. Z. stał przy barierce i patrzył na morze. Wyszukiwał wśród błękitu białych, pieniących się w wymyślny sposób fal. Podeszłam do niego. Razem zachwycaliśmy się szumem morza i wiatru. Byliśmy tak blisko jak kiedyś. Czułam naszą zażyłość i było mi tak dobrze. I było mi tak dobrze patrzeć znowu z nim na gwiazdy... Tylko tyle.
Brak komentarzy.
wtorek, 9 lutego 2010
Licznik odwiedzin: 373
Tworze światy, nieraz tak bardzo różniące się od mojego życia. Jestem za nie odpowiedzialna. Nikt w nie nie ingeruje. Lubię wymyślać "po mojemu". Historię, bohaterów, których nawet ja nie znam do końca...